|
Moja znajoma szła z małym jamnikiem. Spytałam ją, skąd go ma, jak ma na imię i w ogóle. Ona odpowiedziała, powiedziała tez że będzie miała też dwa umierające psy... nie wiedziałam o co jej chodzi. Pod moja klatką leżało bardzo dużo psów, kotów, i chyba coś tam jeszcze było. Strasznie cierpiały. Żyły jeszcze ale bardzo piszczały. I nagle jednemu psu, a był to mój pies, otworzyła się głowa! Mozg wypłynął mu na chodnik, było okropnie dużo krwi. A on jeszcze żył i bardzo, bardzo go to bolało. Nie mogłam patrzeć na jego cierpienia. Wreszcie padł martwy. I nagle znikąd stanęła obok mnie sarenka. Malutka, bardzo przerażona. Chciałam ją do siebie wziąsc ale mama się nie zgodziła. Przyniosłam jej karmę, miski, wodę i wszystko to co należało do mojego psa. Naokoło mnie zwierzęta umierały a ja zajmowałam się tylko ta sarenką...
|