|
wstałam rano i zobaczyłam że w nocy spadł śnieg, było biało na całym podwórku, wyglądało to przecudownie, bardzo mi się podobał krajobraz skryty pod białym puchem. pomyślałam, że fajnie byłoby wybrać się na kulig korzystając ze śniegu i fajnej pogody, jak tylko o tym pomyślałam, pod moim oknem pojawił się zaprzęg złożony z sań zaprzęgniętych w cztery konie, w saniach siedział przystojny młody mężczyzna i gestem ręki zaprosił mnie do zaprzęgu, wyszłam na dwór i wsiadłam do sań, mężczyzna przykrył mnie niedźwiedzią skórą i było mi od razu cieplej, czułam się jakbym przeniosła się kilkaset lat wstecz i brała udział w kuligu na jakimś królewskim dworze, bardzo mi się to podobało, wyjechaliśmy z miasta i wjechaliśmy do lasu, a tam drzewa uginały się pod czapami śniegu, które co i raz spadały na ziemię, śnieg leżał dosłownie wszędzie, na drzewach i na ziemi, wszystko było skryte pod białym puchem, konie galopowały i niosły sanie wgłąb lasu, czułam się wspaniale, mogłabym tak jechać i jechać gdzieś w nieznane, ale w końcu sanie zatrzymały się i mężczyzna podał mi rękę i wysiadłam z sań, poszliśmy leśną ścieżką do miejsca, gdzie paliło się ognisko, a na nim piekły się jakieś zwierzęta, ale te zwierzęta wyglądały jakoś dziwnie, bo były nadziane na rożen w całości, patrzyły na mnie tymi martwymi oczami i nie mogłam znieść tego widoku, dlatego uciekłam...
|