|
Miałam jakiś bardzo głupi sen o tym jak jechałam samochodem i miałam zawiązane oczy i nic nie widziałam, ale jakimś cudem nie spowodowałam żadnego wypadku, jechałam sobie drogą przez las i jakimś fartem omijałam wszystkie drzewa nie uderzyłam w ani jedno drzewo, nie spowodowałam ani jednej kolizji, ale nie mogła ściągnąć tej opaski z głowy, to było dziwne uczucie, bo nie mogłam się pozbyć tej opaski, nagle samochód zgasł i nie mogłam go zapalić, nie mogłam z nim nic zrobić, w końcu wysiadłam z samochodu i już wszystko widziałam, ta opaska spadła mi z głowy sama, bez mojej pomocy, najpierw obejrzałam samochód, ale wszystko z nim było w porządku, w nic nie uderzyłam i nic mu się nie stało, mimo to nie jechał, w pewnej chwili usłyszałam że ktoś jedzie na koniu, ale to musiało być więcej osób, bo odgłos końskich kopyt było bardzo dobrze słyszalny, za chwilę zobaczyłam jak z głębi lasu nadjeżdża oddział krzyżaków… hmm to mnie trochę zastanowiło, co krzyżacy mogą robić w lesie?? Podjechali do mnie, zatrzymali się, ich dowódca zsiadł z konia i zapytał mnie co tu robię, odpowiedziałam, że popsuł mi się samochód i nie mogę jechać dalej. Krzyżak zapytał: ,,a co to jest samochód?’’ odpowiedziałam, że to ten pojazd który tu stoi, wszyscy krzyżacy zrobili wielkie oczy, byli bardzo zdziwieni, najwyraźniej nie widzieli nigdy nic podobnego… dowódca zaprosił mnie żebym pojechała z nimi, bo najpewniejszym środkiem transportu jest mimo wszystko koński grzbiet, wsiadłam razem z nim na konia i pogalopowaliśmy w stronę lasu…
|