|
Śniło mi się, że obudziły mnie syreny alarmowe, a moja mama (która już dawno nie żyje) powiedziała, że jest wojna. Ojca wzięli do wojska, a my musimy uciekać, bo niedługo walki przeniosą się do miasta. Miałyśmy przedostać się poza miasto, do siostry mamy, która mieszka na wsi. Tam miało być bezpiecznie. Spakowałyśmy najpotrzebniejsze rzeczy do walizki i zaczęłyśmy uciekać. Zeszłyśmy do piwnicy, bo tam miał czekać na nas przewodnik, który znał tajemnicze wyjście z piwnic naszego domu do podziemnego przejścia poza miasto. Niestety nikogo tam nie było i musiałyśmy poradzić sobie same. Szłyśmy ciemnymi korytarzami, błądziłyśmy długo, aż znalazłyśmy wejście w podłodze, które znajdowało się pod klapą. Nie chciałam tam wchodzić, ale mama powiedziała, że to jedyna szansa, żeby się uratować. Weszłyśmy więc pod tą klapę, tam był kolejny korytarz, tym razem oświetlony i oznakowany strzałkami, które wskazywały kierunki. Cały czas kierowałyśmy się czerwonymi strzałkami i szłyśmy w kierunku, który one pokazywały. Doszłyśmy do drabinki, która kierowała nas w górę. Weszłyśmy po niej, podniosłyśmy klapę i znalazłyśmy się w naszym mieszkaniu. Byłyśmy przerażone tym, że nie udało nam się uciec z oblężonego miasta. W tym momencie zadzwonił telefon. Podniosłam słuchawkę i usłyszałam strzał, jakby ktoś wystrzelił z pistoletu. W tym momencie obudziłam się.
|