|
śniło mi się że stałam na przystanku w strugach deszczu... na przystanku stało bardzo dużo ludzi, co świadczyło o tym, że dawno nie przyjechał tu żaden autobus. deszcz padał wielkimi kroplami i to bardzo, bardzo ostro, mój autobus spóźniał się już kilka minut, a ja nie miałam już miejsca pod przystankowym daszkiem, nie miałam również parasola ani czapki, dlatego mokłam i mokłam, miałam już dosyć tego czekania, aż tu nareszcie przyjechał autobus, i wszyscy ludzie, którzy czekali na przystanku władowali się akurat do tego autobusu... byłam załamana bo wsiadłam jako ostatnia i ledwo się tam wepchnęłam, stałam na schodku jedną nogą, bo więcej się nie zmieściłam, nie mogłam utrzymać równowagi i bałam się że się przewrócę, kiedy autobus zatrzymał się na kolejnym przystanku i otworzyły się drzwi ktoś popchnął mnie tak, że spadłam ze schodów i wypadłam z autobusu, przewróciłam się i wylądowałam na chodniku, rozbiłam sobie kolano i zbiłam nadgarstek, leżałam na chodniku i nikt się mną nie zainteresował, autobus odjechał, a ja nie mogłam się podnieść z ziemi. leżałam tak dłuższą chwilę aż przyjechała zamiatarka do chodników... widziałam jak nadjeżdża i chciałam się podnieść, ale nie mogłam, zamiatarka była coraz bliżej mnie chciałam jakoś jej uciec, ale nic z tego... zamiatarka wciągnęła mnie przez swoje szczotki...
|