Na początku byłam na moście, który jest w pobliżu mojego domu. Ten most jest nad torami. I ja tam byłam z kimś tam. I nagle podeszły do mnie Żelki (takie dziewczyny z Sandy podwórka. Ja ich nie lubię. Nazywają się ,,Żelki", bo ciąglę mówią ,,żel") z Sandrą. Żelek mnie przytulił i zaczął prosić o zgodę. Ja się zgodziłam. Mówiła, że przeprasza, że mówiła na mnie ,,Świnia", choć ja nie pamiętam, by mnie tak nazwała. Ale nagle przyszedł do mnie sms, a raczej taka informacja, że jestem na zagrożonym terytorium. Że ten most zaraz się zawali. Zaczęłyśmy uciekać. Odprowadziłam Żelkę do domu. I wiecie, że ona mieszkała tam gdzie moja ciocia? Potem ja zaczęłam iść do domu własnego. Była wtedy noc. I obok drzewa obok mojego podwórka stał taki dziwny i tajemniczy mężczyzna. Ja czułam, że chce mnie napaść i miałam rację. Ale ja coś tam zrobiłam i się przewalił. Odczepił się. W domu kiedy byłam znowu przyszła do mnie informacja, że mój dom zaraz się zawali. Zaczęłam wszystko brać ze sobą co dla mnie najważniejsze. Wzięłam moją skarbonkę (jest tam około tysiąc złotych, bo ja nie wydaję na duperele jak moja siostra) i rzuciłam ją przez okno. Mama ją złapała. Tata wyjął moje świadectwo (jest ważne, bo to mój jak na razie pierwszy pasek) i też rzucił przez okno. Ja zaczęłam szukać moich dyplomów. Wzięłam je. Uciekliśmy. I wiecie co było najdziwniejsze? Zapomnieliśmy o Lunie - moim psie ^^
Ten sen był taki ciekawy, że nie chciałam go przerywać, choć w nocy się obudziłam, ale od razu próbowałam zasnąć, by do niego wrócić. I wróciłam ^^
|