|
Była wojna. Js bardzo boje sie wojny, a akurat musiała mi się przyśnić. Byłam w jakimś domu i była tam rodzina: ojciec, matka i ich piętnastoletni syn. Zaprowadzili go do kościoła i tam ukryli. I kiedy wrócili do domu źli ludzie wkroczyli do ich domu i powiedzieli, że muszą zabrać im dziecko. Oni odpowiedzieli, że nie mają dzieci, więc źli ludzie (chyba to byli żołnierze, ale nie pamiętam dokładnie) sobie poszli. Rodzice uratowali swojego syna. Źli chodzili po domach. W jednej rodzinie było bardzo dużo dzieci, ale źli zabrali tylko czwórkę najmłodszych. Ojciec rodziny powiedział, że pójdzie zamiast jednego z dzieci, i źli się zgodzili. Rodzin było wiele, i wszystkim zabrano dzieci. Potem znalazłam się w kościele, a tam było bardzo, bardzo dużo dzieci i jakiś mężczyzna, to był chyba ksiądz. Miał małą buteleczkę z przeźroczystym płynem i dawał się napić każdemu z dzieci. I nagle okazało się, że ja byłam jednym z tych dzieci. Porwanych, przestraszonych dzieci. Wyrwałam mu buteleczkę i wypiłam ten płyn. I nagle nie czułam nic. Zamknęłam powieki i zaczęłam powoli opadać na podłogę w kościele. Obudziłam się pełna strachu...
|