|
To był naprawdę dziwny sen. Jeździłam po całym Krakowie szukając odpowiedniego liceum, do którego mogłabym chodzić .Kiedy stałam przed jedną ze szkół obok mnie stanął... Adam Mickiewicz! I nagle przed nami pojawiła się Kobieta, od której bił niesamowity blask. Nie widziałam jej twarzy. Chwilę potem uniosła się w górę i zniknęła. Wydaję mi się, że to była Matka Boska, ale mogę się mylić. Znowu byłam sama,poety tez już nie było. Podeszłam do miejsca, gdzie wcześniej stała Ona. Była tam tabliczka: Liceum im. Adama Mickiewicza. Później znalazłam się od moim blokiem. Spotkałam moją koleżankę z podstawówki, której zawsze zazdrościłam urody, talentu itp. Jak gdyby nigdy nic zawołałam: "Cześć! Wyglądasz jak Anioł!" Faktycznie ta wyglądała. Miała niesamowicie biała kurtkę, czapkę, spodnie i buty. No i zęby, były doskonałe. Ona nic nie odpowiedziała. Ja nawijałam jej o moim życiu. Ludzie i moi znajomi przechodzili obok mnie i dziwnie się na mnie patrzyli, jakbym mówiła sama do siebie. Czyżby jej nie widzieli? I nagle zapytałam: " Wybrałaś już liceum, do którego pójdziesz? Ja wybrałam. Imienia Adama Mickiewicza..." Ona się uśmiechnęła. Pojawił się koło niej kot, który świecił. Wzięła go na ręce i zniknęła...
|