Dzisiaj we śnie zabijałam. Przeważnie były to dzieci. Działaliśmy w większej grupie - ja i nie pamiętam już kto - byliśmy jednak solidarni. Zabicie wroga polegało na wbiciu noża we właściwą część ciała. Każdy przeciwnik miał inny czuły punkt. Jednego zabijało pchnięcie nożem w brzuch, innego w rękę, pośladek, ect. Uzbrojona w dwa noże kuchenne z drewnianymi rączkami, jeden krótki i zakręcony, drugi długi, z ząbkami walczyłam z dziećmi. Najgorsze było to, że trzeba było działać szybko - w wielkiej panice wbijałam nóż gdzie popadnie, aby zdążyć przed.... no właśnie, przed czym? Dzieci nie atakowały, choć wiedziałam, że jeśli nie będę dość szybka, to będą mogły zaatakować. Dziwne - jednak tego nie robiły. Patrzyły szklanym wzrokiem, nieczułe na ciosy aż do momentu, kiedy nie otrzymały je w swoje śmiertelne miejsce. Najgorsza była moja niepewność, panika, pośpiech i strach nie wiadomo przed czym. I obrzydzenie do samej siebie.
|