|
Śniło mi się, że jest środa i mam iść na próbę "naszej" scholi do kościoła. Więc poszłam. Znalazłam się w kościele i zobaczyłam ludzi siedzących w ławkach i stojących obok mnie. Przypatrywali się temu co tamci robią. Na przedzie kościoła stała pani, która z początku pomagała nam się rozkręcić. Miała w ręce batutę i dyrygowała. Rozglądałam się za kolegą, który gra na gitarze. W tym śnie chodziło chyba o szukanie go. Nigdzie go nie widziałam. Wyszłam z tego kościoła i zorientowałam się, że to nie ten kościół, ale szukałam dalej tego kolegi. Trawa była jaskrawa, zielona. Na niej siedzieli jacyś ludzie. Spytałam się ich, czy nie widzieli Wojtka, a oni zaprzeczyli. Po chwili znów znalazłam się w kościele i widziałam jak moja najbliższa koleżanka, ubrana w prostą brązową sukienkę, a może albę lub habit, klęka i siada w pierwszej ławce. Na ramieniu ma gitarę.... i koniec... chyba... Śniąc widziałam jego twarz, ale tak jakby w myślach, a nie jako osobę w tym śnie.
|