Jechałam rowerem jakąś dróżką. Byłam po jednej stronie jakiejś rzeczki lub rowu. Brzegi były połączone grubą betonową kładką, a raczej płytą. Zatrzymałam się przed nią i wtedy pojawił się mój sąsiad-rówieśnik i zapytał którędy dojedzie gdzieś tam. Pokazałam mu ręką i wytłumaczyłam. Miałam dziwne uczucie, że mnie nie rozpoznał. Przejechałam przez ten "mostek". Jechałam sama dróżką. Było zielono. Nagle zobaczyłam ławkę i siedzącego na niej staruszka z laską i w kapeluszu. Zatrzymał mnie i dał jakąś radę, która wydawała mi się mądra (niestety jej nie pamiętam). Gdy ruszyłam dalej znalazłam się w klasie. Wyglądała jak klasa informatyczna w mojej szkole, ale tablica była po przeciwnej stronie, a po jednej stronie była ściana z ogromnymi szybami. Obok tych szyb siedzieli uczniowie. Chyba siedziałam gdzieś w pierwszych ławkach, bo szłam od początku sali w kierunku drzwi. byłam blisko, gdy obok mnie znalazł się kolega z równoległej klasy,(Bartek) z którym chyba nigdy jeszcze nie rozmawiałam. Uśmiechał się. Podeszliśmy do siebie i niby się przytuliliśmy ale tak dziwnie - tylko nasze ramiona się zetknęły. Śmialiśmy się chwilę i objęliśmy się w pasie. Widziałam siebie i jego jak mnie obejmuje, ale tak jakby z boku. Jednak wszystko czułam. Wtedy nauczycielka od angielskiego powiedziała: "Prince! Dowcipnisiu jeden! (albo: żartownisiu! nieważne, powiedziała też "Prince" - tak jak się pisze). Wyszłam. Na korytarzu zobaczyłam siedzącą na krześle koleżankę z klasy. Zastanawiała się na jaki temat przygotować gazetkę szkolną. Powiedziałam, że może być "Turnieje rycerskie" i w tej chwili miałam przed oczami widok mnie i tego kolegi w klasie. Prawdopodobnie kojarzyło mi się to z turniejem ;) W następnej chwili znalazłam się w kościele, gdzie miałam zostać poślubiona(!) i ukoronowana(!!!). Moim wybrankiem był Prince (Prins). ;) Stał on z przodu z jakimś mężczyzną. Szłam po ławkach do niego. Gdy wyciągał po mnie ręce i śmiał się, ja się odwróciłam i chciałam iść z powrotem zobaczyłam ogromnego smoka. Był kolorowy. Szary w żółte i czerwone łaty. Był przerażający. Zrobił wielki szum. Zaczęłam biec po ławkach i wskoczyłam na chór. Widziałam jak moje małe stopy i białe skarpetki idealnie pasują do szerokości ławek. Gdy byłam już na chórze to z góry widziałam tłum ludzi jak prowadzi Princa skutego w kajdanach i przebranego w brązowy puchowy strój. Chwilę potem byłam razem z nim na dole. Czułam spokój, bo wiedziałam, że robiąc to uratujemy siebie przed tym smokiem. Klęczeliśmy razem a obok mężczyzna siedzący przebił sobie brzuch i powiedział: "Dla ciebie córeczko!" Mówił do mnie, ale to nie był mój tato. Położył się na tej ławce i leżał. Nie przejęłam się tym i nadal patrzyłam prosto. Kątem oka widziałam Princa jak wstaje i zakłada sobie złoty laur lub koronę. Chwilę potem zakłada mi identyczny. Jakiś ksiądz mówi: "Możesz pocałować pannę młodą". I w tej chwili sen się urywa.
Piszę z szczegółami, bo to był przyjemny sen i chcę go zapamiętać. A jakby jeszcze ktoś pomógłby mi go zinterpretować... ;D
|