|
Podróż do Afryki była od dawna moim wielkim marzeniem. Kiedy wreszcie uzbierałam pieniądze na wyjazd i zabukowałam bilet, przyśnił mi się ten sen.
Byłam sama na ogromnym lotnisku, siedziałam na walizce, czekając na kogoś, kto się mną zaopiekuje. Nie wiedziałam dokąd mam pójść, jak wydostać się z tego miejsca. Próbowałam wyjść na zewnątrz, ale zawsze wracałam w to samo miejsce, kręciłam się w kółko. Za oknem zobaczyłam spacerujące dzikie zwierzęta. Pochód rozpoczęły słonie, za nimi szły żyrafy, dalej tygrysy i lwy. Nad nimi fruwały drapieżne ptaki. Wystraszyłam się, że wejdą do środka i nie zdążę przed nimi uciec. Zwierzęta dalej krążyły wokół lotniska, z każdym przejściem było ich coraz więcej. W pewnym momencie pojawili się także ludzie. Byli to murzyni, ubrani w tradycyjne stroje, jednak zadziwiły mnie góralskie kapelusze na ich głowach. Podeszłam bliżej okna, żeby lepiej przyjrzeć się temu dziwnemu zjawisku. Tubylcy i zwierzęta zauważyli moją postać przy oknie i zatrzymali się jak zamurowani. Nikt nawet nie drgnął. Obudziłam się z dziwnym przeczuciem, że nie powinnam jednak wyjeżdżać.
|