|
byłam w takim wielkim i pięknym ogrodzie, wszędzie było dużo niesamowitych drzew, takich, jakich nie widziałam jeszcze nigdy w życiu, była to jakaś egzotyczna kraina, bardzo mi się tam podobało, było tak niezwykle i tropikalnie, rosły tam przepiękne kwiaty, mieniące się wszystkimi kolorami tęczy... było bajecznie, leżałam sobie w takim hamaku zamocowanym między drzewami, odpoczywałam i relaksowałam się, aż tu nagle usłyszałam jakieś dziwne głosy, jakieś charczenie, i takie ciężkie stąpanie po trawie, otworzyłam oczy, rozejrzałam się, a zza liści wyglądały na mnie straszne wielkie oczy, myślałam, że coś mi się przywidziało, ale nie... po chwili zza drzewa wyszedł ogromny goryl i zaczął na mnie fukać, zrozumiałam że nie jest nastawiony pokojowo i zaczęłam uciekać... biegłam co sił w nogach, uciekałam aż się za mną kurzyło, byłam przerażona tym strasznym potworem, był ogromny i owłosiony, budził najgorsze skojarzenia we mnie... obejrzałam się za siebie i zobaczyłam, że goryl jest dosyć daleko ode mnie, pomyślałam, że nie może mnie dognić, bo jest ciężki i wolniej biegnie, szybko się zmęczy i da mi spokój... ale nic bardziej mylnego - po chwili goryl zaczął skakać trzymając się lian i zaczął przybliżać się do mnie w niebezpiecznym tempie, wyglądało to coraz straszniej, zaczęłam robić to samo co on, przemieszczałam się trzymając się lian, jak to zobaczył goryl, to chyba zwątpił i poddał się, zatrzymał się i przestał mnie gonić, byłam bezpieczna...
|